Witam Wszystkich!:)
Ostatnio znów powróciłam do wiary w ludzi.Zastanawiam się nad
tym,czy naiwna wiara w ludzi ma jakieś logiczne podstawy.Teoretycznie
rzecz biorąc dając dobro powinniśmy zmieniać nasz świat na lepsze,
tworzyć wokół siebie podatmosferę wyjątkowości i altruizmu.Tylko
od nas zależy to jak jesteśmy pojmowani.Niestety moje (i nie tylko
moje doświadczenia) pokazują,że bezpieczniej jest brać niż
dawać,psuć nie naprawiać.Ileż to razy dając ludziom dobro
otrzymujemy podziękowania w postaci niewdzięczności, łajdactwa,
zła.
Każdy człowiek w wieku kilku lat poznaje dobro i zło.Pojęcie od
zawsze subiektywne,zazwyczaj jest nam przekazywane w domu to,co
powinniśni cenić a co potępiać.kontynuując, każdy z nas ma mniej
czy bardziej uporządkowany system wartości,rozróżnia więc swoje
czyny na złe i dobre.Nie wierzę w to,że ludzie są źli.Zapewne
wynika to z tego,że jeszcze nie mam za soba kilkudziesięcioletniego
doświadczenia,ale wciąż dziwi mnie to,jak łatwo ludzie potrafią
znaleźć usprawiedliwienie dla swoich słabości.Większość z nas
chce być "w porządku"wobec świata i ludzi,a więc próbuje tak
zmienić opinię otoczenia, aby nawet najnikczemniejsze uczynki
pojmowane były jako właściwe,dobre i wytłumaczalne.
Ciekawi mnie Wasza opinia na ten temat.Czy istnieje coś takiego jak
karma,kosmiczna siła,która decyduje o tym,czy nasze poczynania są
dobre czy złe i obadarza nas tym co dalismy.Czy istnieje "prawo
odpłaty", sumienie lub "boska sprawiedliwość.Długofalowe
działanie,poparte wiarą i zaangazowaniem zazwyczaj przynosi owoce,a
nasze postępowanie czy i dziś może przynieść nam
zadośćuczynienie?
Pozdrawiam.Elenya
----------------------
Wbrew powszechnym założeniom, to co istnienie w sensie podstawowym to nie
'świat obiektywny', ale świadomość, która go warunkuje. Świadomość jest
konieczna dla jakichkowiek przejawów rzeczywistości, przy czym wcale nie
jedyna znana nam bezpośrednio świadomość to ta własna, jednostkowa.
Oznacza to, że każdy, na przykłąd Ty, ma swój własny świat oraz własny
wymiar zła i dobra. Zło i dobro nie tylko istnieją dla każdego z nas w
wyraźny, jednoznaczny sposób, ale stanowią główny motor naszych działań
i poczynań. Dążymy do dobra i unikamy zła.
Kłopot jednak w tym, że owe pojęcia nie dają się łatwo obiektywizować.
Próby obiektywizacji zła i dobra zazwyczaj kończą się na ich relatywizacji.
Jednostkowe dobro nie bardzo chce się pokrywać z dobrem bliźnich lub dobrem
powszechnym.
Dlatego należy po prostu wstępnie założyć, że inni to bliźni, którzy
odczuwają tak samo jak my. A więc nie rób drugiemu co tobie niemiłe.
Ot, i cała moralność - proste, prawda?
Jeśli utożsamić nasze intencje i inne stany wewnętrzne z formami energii,
to prawo karmy okazuje się zwykłym dążeniem do równowagi w naturze.
Czyniąc sobie 'dobrze', być może kosztem innych, wytwarzam dla siebie
deficyt 'zła'.
Równowaga zostaje zaburzona i po jakimś tam kosmicznym czasie zacznę zbierać
zło. To tak w ramach wyrównania, na zasadzie wachadła które zmienia
kierunek i odchyla się w stronę przeciwną.
Podobnie jest jeśli czynię powszechne dobro, być może kosztem własnego
indywidualnego dobra. Cierpienie jakiemu jestem pddany powoduje deficyt
szczęśliwości. Z czasem będę więc zbierać radości i powodzenia. Oczywiście
zanim się to uwidoczni może upłynąć kilka ładnych wcieleń.
Wniosek więc taki, że dla wiecznej sczęśliwości na najdłuższą metę nie
należy unikać cierpień ani dążyć do uciech. Bo unikając cierpień zarabiamy
na nie, zaś podążając za uciechami wyczerpujemy należny nam ich zapas.
Jeśli generujemy pewien rodzaj energii i zasilamy nim wszechświat, wówczas
stajemy się podatni na odbiór energii na tej samej częstotliwości. Dlatego
ten kto mieczem walczy, od miecza ginie.
I właśnie po to aby przełamać ów zaczarowany krąg karmicznych uwarunkowań
ktoś niesłychanie mądry nakłaniał nas kiedyś aby rzucać chlebem w tych, co
to rzucają w nas kamieniem.
AW
.