14 Maj 2006, 07:04
Elenya

                                     Witam Wszystkich!:)

      Ostatnio znów powróciłam do wiary w ludzi.Zastanawiam się nad
tym,czy naiwna wiara w ludzi ma jakieś logiczne podstawy.Teoretycznie
rzecz biorąc dając dobro powinniśmy zmieniać nasz świat na lepsze,
tworzyć wokół siebie podatmosferę wyjątkowości i altruizmu.Tylko
od nas zależy to jak jesteśmy pojmowani.Niestety moje (i nie tylko
moje doświadczenia) pokazują,że bezpieczniej jest brać niż
dawać,psuć nie naprawiać.Ileż to razy dając ludziom dobro
otrzymujemy podziękowania w postaci niewdzięczności, łajdactwa,
zła.
   Każdy człowiek w wieku kilku lat poznaje dobro i zło.Pojęcie od
zawsze subiektywne,zazwyczaj jest nam przekazywane w domu to,co
powinniśni cenić a co potępiać.kontynuując, każdy z nas ma mniej
czy bardziej uporządkowany system wartości,rozróżnia więc swoje
czyny na złe i dobre.Nie wierzę w to,że ludzie są źli.Zapewne
wynika to z tego,że jeszcze nie mam za soba kilkudziesięcioletniego
doświadczenia,ale wciąż dziwi mnie to,jak łatwo ludzie potrafią
znaleźć usprawiedliwienie dla swoich słabości.Większość z nas
chce być "w porządku"wobec świata i ludzi,a więc próbuje tak
zmienić opinię otoczenia, aby nawet najnikczemniejsze uczynki
pojmowane były jako właściwe,dobre i wytłumaczalne.
   Ciekawi mnie Wasza opinia na ten temat.Czy istnieje coś takiego jak
karma,kosmiczna siła,która decyduje o tym,czy nasze poczynania są
dobre czy złe i obadarza nas tym co dalismy.Czy istnieje "prawo
odpłaty", sumienie lub "boska sprawiedliwość.Długofalowe
działanie,poparte wiarą i zaangazowaniem zazwyczaj przynosi owoce,a
nasze postępowanie czy i dziś może przynieść nam
zadośćuczynienie?

Pozdrawiam.Elenya




14 Maj 2006, 07:51
Kowdlar

                                     Witam Wszystkich!:)

      Ostatnio znów powróciłam do wiary w ludzi.Zastanawiam się nad
tym,czy naiwna wiara w ludzi ma jakieś logiczne podstawy.Teoretycznie
rzecz biorąc dając dobro powinniśmy zmieniać nasz świat na lepsze,
tworzyć wokół siebie podatmosferę wyjątkowości i altruizmu.Tylko
od nas zależy to jak jesteśmy pojmowani.Niestety moje (i nie tylko
moje doświadczenia) pokazują,że bezpieczniej jest brać niż
dawać,psuć nie naprawiać.Ileż to razy dając ludziom dobro
otrzymujemy podziękowania w postaci niewdzięczności, łajdactwa,
zła.
   Każdy człowiek w wieku kilku lat poznaje dobro i zło.Pojęcie od
zawsze subiektywne,zazwyczaj jest nam przekazywane w domu to,co
powinniśni cenić a co potępiać.kontynuując, każdy z nas ma mniej
czy bardziej uporządkowany system wartości,rozróżnia więc swoje
czyny na złe i dobre.Nie wierzę w to,że ludzie są źli.Zapewne
wynika to z tego,że jeszcze nie mam za soba kilkudziesięcioletniego
doświadczenia,ale wciąż dziwi mnie to,jak łatwo ludzie potrafią
znaleźć usprawiedliwienie dla swoich słabości.Większość z nas
chce być "w porządku"wobec świata i ludzi,a więc próbuje tak
zmienić opinię otoczenia, aby nawet najnikczemniejsze uczynki
pojmowane były jako właściwe,dobre i wytłumaczalne.
   Ciekawi mnie Wasza opinia na ten temat.Czy istnieje coś takiego jak
karma,kosmiczna siła,która decyduje o tym,czy nasze poczynania są
dobre czy złe i obadarza nas tym co dalismy.Czy istnieje "prawo
odpłaty", sumienie lub "boska sprawiedliwość.Długofalowe
działanie,poparte wiarą i zaangazowaniem zazwyczaj przynosi owoce,a
nasze postępowanie czy i dziś może przynieść nam
zadośćuczynienie?

Pozdrawiam.Elenya
----------------------------------------------------------------------------
------------

Według mnie Karma jako pewne prawo życiowe nie istnieje, jest pewną protezą
dla tych, dla których bogactwo życia jest tak przytłaczające, iż chowają się
za tym pojęciem, podobnie do strusia , który chowa głowę w piasek. Ale
zgodzę się z tobą, tak mi się wydaje, taką mam nadzieję, że ewentualne dobro
, które sami generujemy, powraca do nas ze zdwojoną siłą,podobnie zło wraca
i demoluje nasze życie, ale to nie ma nic wspólnego z Karmą. Karma jest
synonimem przeznaczenia, słowo: karma i słowo: przeznaczenie są synonimami w
pewnym sensie. Życie jest tym zjawiskiem, nad którym do końca nie możemy
zapanować, to ma jednak pewien posmak pesymistyczny. Niektórzy łudzą się, że
są kowalami własnego życia,poniekąd może to być prawdą, ale byle głupia
choroba, wypadek, katastrofa,pożar są w stanie pozbawić złudzeń nawet
najwiekszego obrońcę woluntaryzmu. Brawo dla ciebie jeśli myślisz, że dobro,
które sama sprawisz, wróci do ciebie. Nie chce przez to powiedzieć, że
jestem taki chojrak, który bez tej protezy, jaką jest wiara w Karmę, jakoś
sobie radzi w życiu, jest ponad to.Na pewno tak nie jest, ale tak biorąc to
na czysty racjonalizm,kierując się tym, że nie ma determinizmu, z czego
jestem raczej tu  na forum grupy znany, odrzucam pojęcie Karmy, i kilka
innych utopijnych poglądów(na przykład w życie po śmierci). Mam nadzieję, że
te rozważania racjonalisty, ale o New Age'owych w pewnym sensie poglądach,
nie wpłyną na ciebie zbyt odpychająco, a twoja osobista filozofia życia jest
na tyle solidna i promienna wiarą w dobro, Boga i pozytywne wartości, że
wszystko przetrzyma.Mam na myśli wszystko to,co tu ci zaraz zaserwują
Koledzy Grupowicze.
Pozdrowienia
Kowdlar


14 Maj 2006, 08:04
Set'a


                                     Witam Wszystkich!:)

No hej, siostra !

      Ostatnio znów powróciłam do wiary w ludzi.Zastanawiam się nad
tym,czy naiwna wiara w ludzi ma jakieś logiczne podstawy.Teoretycznie
rzecz biorąc dając dobro powinniśmy zmieniać nasz świat na lepsze,
tworzyć wokół siebie podatmosferę wyjątkowości i altruizmu.Tylko
od nas zależy to jak jesteśmy pojmowani.Niestety moje (i nie tylko
moje doświadczenia) pokazują,że bezpieczniej jest brać niż
dawać,psuć nie naprawiać.Ileż to razy dając ludziom dobro
otrzymujemy podziękowania w postaci niewdzięczności, łajdactwa,
zła.
   Każdy człowiek w wieku kilku lat poznaje dobro i zło.Pojęcie od
zawsze subiektywne,zazwyczaj jest nam przekazywane w domu to,co
powinniśni cenić a co potępiać.kontynuując, każdy z nas ma mniej
czy bardziej uporządkowany system wartości,rozróżnia więc swoje
czyny na złe i dobre.Nie wierzę w to,że ludzie są źli.Zapewne
wynika to z tego,że jeszcze nie mam za soba kilkudziesięcioletniego
doświadczenia,ale wciąż dziwi mnie to,jak łatwo ludzie potrafią
znaleźć usprawiedliwienie dla swoich słabości.Większość z nas
chce być "w porządku"wobec świata i ludzi,a więc próbuje tak
zmienić opinię otoczenia, aby nawet najnikczemniejsze uczynki
pojmowane były jako właściwe,dobre i wytłumaczalne.
   Ciekawi mnie Wasza opinia na ten temat.Czy istnieje coś takiego jak
karma,kosmiczna siła,która decyduje o tym,czy nasze poczynania są
dobre czy złe i obadarza nas tym co dalismy.Czy istnieje "prawo
odpłaty", sumienie lub "boska sprawiedliwość.Długofalowe
działanie,poparte wiarą i zaangazowaniem zazwyczaj przynosi owoce,a
nasze postępowanie czy i dziś może przynieść nam
zadośćuczynienie?

Pozdrawiam.Elenya

Jak by na to wszystko nie patrzeć, to dostosowanie się
kosztuje mnie energii, niż walka z wiatrakami lub prądem rzeki,
nie mówiąc o przebijaniu głową muru, a my zdaje się jesteśmy
na baterie..., no więc... zapewne podświadomie oszczędzamy
energię..., tak mi się zdaje, że to najbardziej prawdopodobne
wytłomaczenie, bo przecież nie jest łatwo przeżyć na stepie,
a jak człowiek szasta energią na lewo i prawo, to w ogóle
pewna szybka śmierć, choćby z wycieńczenia akumulatora,
jesli już nie na jakimś krzyżu, tak ?

Czy zło się zrodziło z chęci oszczędzania akumulatora ?
Kto wie, w każdym razie u mnie często wybucha
w sercu zło z tego właśnie powodu, że nie
lubię się męczyć bez celu albo na rozkaz
innych ludzi, czy też na bezsensowne
poszturchiwania np. szefa w pracy
albo żony w domu, albo dzieci,
albo..., albo..., albo...
Zresztą kto lubi być poszturchiwany,
a życie ciągle nas poszturchuje...
i żąda od nas zabijania, a w najlepszym
razie oszukiwania, by podtrzymać jego
o g i e ń, tak ?

<oo___ .~*
 ( _ )    .    )
 c[''] zdrówko!


14 Maj 2006, 08:16
ksRobak


 - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - :mirror:
pl.sci.filozofia

                                     Witam Wszystkich!:)

      Ostatnio znów powróciłam do wiary w ludzi.Zastanawiam się nad
tym,czy naiwna wiara w ludzi ma jakieś logiczne podstawy.Teoretycznie
rzecz biorąc dając dobro powinniśmy zmieniać nasz świat na lepsze,
tworzyć wokół siebie podatmosferę wyjątkowości i altruizmu.Tylko
od nas zależy to jak jesteśmy pojmowani.Niestety moje (i nie tylko
moje doświadczenia) pokazują,że bezpieczniej jest brać niż
dawać,psuć nie naprawiać.Ileż to razy dając ludziom dobro
otrzymujemy podziękowania w postaci niewdzięczności, łajdactwa,
zła.
   Każdy człowiek w wieku kilku lat poznaje dobro i zło.Pojęcie od
zawsze subiektywne,zazwyczaj jest nam przekazywane w domu to,co
powinniśni cenić a co potępiać.kontynuując, każdy z nas ma mniej
czy bardziej uporządkowany system wartości,rozróżnia więc swoje
czyny na złe i dobre.Nie wierzę w to,że ludzie są źli.Zapewne
wynika to z tego,że jeszcze nie mam za soba kilkudziesięcioletniego
doświadczenia,ale wciąż dziwi mnie to,jak łatwo ludzie potrafią
znaleźć usprawiedliwienie dla swoich słabości.Większość z nas
chce być "w porządku"wobec świata i ludzi,a więc próbuje tak
zmienić opinię otoczenia, aby nawet najnikczemniejsze uczynki
pojmowane były jako właściwe,dobre i wytłumaczalne.
   Ciekawi mnie Wasza opinia na ten temat.Czy istnieje coś takiego jak
karma,kosmiczna siła,która decyduje o tym,czy nasze poczynania są
dobre czy złe i obadarza nas tym co dalismy.Czy istnieje "prawo
odpłaty", sumienie lub "boska sprawiedliwość.Długofalowe
działanie,poparte wiarą i zaangazowaniem zazwyczaj przynosi owoce,a
nasze postępowanie czy i dziś może przynieść nam
zadośćuczynienie?

Pozdrawiam.Elenya



hehe
Moim zdaniem żadne działanie człowieka nie ma logicznych podstaw.
Człowiek może doszukiwać się logiki (powtarzalności) m.in. w zasadach,
cechach charakteru, wytrwałości - ale przecież to nie logika je wywołuje. :)
Teoretycznie rzecz biorąc Prawo Kopernika można rozszerzyć na każdą
swerę działalności zbiorowości i oczywiście szukać potwierdzeń, że
zła moneta wypiera dobrą - bo tak w rzeczywistości JEST. :-(
Przy odrobinie wyobraźni można karmę, kosmiczną siłę - odnaleźć
w masowym jednoczeniu się ludzi wobec kataklizmów, globalnych
zagrożeń czy humanitaryzmu i poświęcania się jednostek ogółowi.
Sumienie istnieje (osobno) - sumienie społeczeństw, nacji, klanów
JEST rozmyte tak jak odpowiedzialność zbiorowa.

"Czy nasze postępowanie może przynieść nam zadośćuczynienie
tu i teraz?"
No jasne - wszelkie małe radości z których składa się trauma życia
to zadośćuczynienie własnych postępków.
Tak. :-)
Edward Robak*
--~--~---------~--~----~------------~-------~--~----~------~----~--~--
ĂĄ http://groups.google.pl/group/free-pl-prawdy?lnk=li&hl=pl
-~----------~----~----~----~------~----~------~--~-----~-------~--~---




14 Maj 2006, 12:41
Elenya

     Panie Piotrze!
 Wiem,ze filozofia pozwala na zrozumienie,a czasem na osadzenie
kazdego tematu ze wszystkich mozliwych stron.Aczkolwiek,wydaje mi
sie,ze rozumienie slowa dobra w "tradycyjny" sposób pozwoli na
precyzyjniejsze odpowiedzi.Cenie filozfie Nitzschego,ale jego
pojmowanie dobra kojarzy mi sie bardziej z doborem  naturalnym i
zwierzecym popedem, instyktowna wola zycia, która jest w kazdym
z nas.Cytujac ludzi madrzejszych ode mnie:,,dobro-wartosc oceniana
dodatnio,stanowiaca przedmiot i cel ludzkich dazen i pragnien lub
wszystko to,czemu wartosc taka jest przypisywana" daze do ukaznia
stanowiska etyków.Dla mnie jest to elematrane pojecie moralne,które
pozwala na uchierarchizowanie wartosci.
   Pojmujac dobro w takiz to sposób,czy naprawde tylko mocne
jednostki sa w stanie je osiagnac,dawac i brac?Czy asymilujac
sie i utozsamiajac z tlumem tracimy zdolnosc/dar czynienia dobra?
                                                    Pozdrawiam
serdecznie.Elenya

14 Maj 2006, 16:31
AW





                                     Witam Wszystkich!:)

      Ostatnio znów powróciłam do wiary w ludzi.Zastanawiam się nad
tym,czy naiwna wiara w ludzi ma jakieś logiczne podstawy.Teoretycznie
rzecz biorąc dając dobro powinniśmy zmieniać nasz świat na lepsze,
tworzyć wokół siebie podatmosferę wyjątkowości i altruizmu.Tylko
od nas zależy to jak jesteśmy pojmowani.Niestety moje (i nie tylko
moje doświadczenia) pokazują,że bezpieczniej jest brać niż
dawać,psuć nie naprawiać.Ileż to razy dając ludziom dobro
otrzymujemy podziękowania w postaci niewdzięczności, łajdactwa,
zła.
   Każdy człowiek w wieku kilku lat poznaje dobro i zło.Pojęcie od
zawsze subiektywne,zazwyczaj jest nam przekazywane w domu to,co
powinniśni cenić a co potępiać.kontynuując, każdy z nas ma mniej
czy bardziej uporządkowany system wartości,rozróżnia więc swoje
czyny na złe i dobre.Nie wierzę w to,że ludzie są źli.Zapewne
wynika to z tego,że jeszcze nie mam za soba kilkudziesięcioletniego
doświadczenia,ale wciąż dziwi mnie to,jak łatwo ludzie potrafią
znaleźć usprawiedliwienie dla swoich słabości.Większość z nas
chce być "w porządku"wobec świata i ludzi,a więc próbuje tak
zmienić opinię otoczenia, aby nawet najnikczemniejsze uczynki
pojmowane były jako właściwe,dobre i wytłumaczalne.
   Ciekawi mnie Wasza opinia na ten temat.Czy istnieje coś takiego jak
karma,kosmiczna siła,która decyduje o tym,czy nasze poczynania są
dobre czy złe i obadarza nas tym co dalismy.Czy istnieje "prawo
odpłaty", sumienie lub "boska sprawiedliwość.Długofalowe
działanie,poparte wiarą i zaangazowaniem zazwyczaj przynosi owoce,a
nasze postępowanie czy i dziś może przynieść nam
zadośćuczynienie?

Pozdrawiam.Elenya

----------------------

Wbrew powszechnym założeniom, to co istnienie w sensie podstawowym to nie
'świat obiektywny', ale świadomość, która go warunkuje.  Świadomość jest
konieczna dla jakichkowiek przejawów rzeczywistości, przy czym wcale nie

jedyna znana nam bezpośrednio świadomość to ta własna, jednostkowa.

Oznacza to, że każdy, na przykłąd Ty, ma swój własny świat oraz własny
wymiar zła i dobra.  Zło i dobro nie tylko istnieją dla każdego z nas w
wyraźny, jednoznaczny sposób, ale stanowią główny motor naszych działań
i poczynań.  Dążymy do dobra i unikamy zła.

Kłopot jednak w tym, że owe pojęcia nie dają się łatwo obiektywizować.
Próby obiektywizacji zła i dobra zazwyczaj kończą się na ich relatywizacji.
Jednostkowe dobro nie bardzo chce się pokrywać z dobrem bliźnich lub dobrem
powszechnym.

Dlatego należy po prostu wstępnie założyć, że inni to bliźni, którzy
odczuwają tak samo jak my.  A więc nie rób drugiemu co tobie niemiłe.
Ot, i cała moralność - proste, prawda?

Jeśli utożsamić nasze intencje i inne stany wewnętrzne z formami energii,
to prawo karmy okazuje się zwykłym dążeniem do równowagi w naturze.
Czyniąc sobie 'dobrze', być może kosztem innych, wytwarzam dla siebie
deficyt 'zła'.

Równowaga zostaje zaburzona i po jakimś tam kosmicznym czasie zacznę zbierać
zło.  To tak w ramach wyrównania, na zasadzie wachadła które zmienia
kierunek i odchyla się w stronę przeciwną.

Podobnie jest jeśli czynię powszechne dobro, być może kosztem własnego
indywidualnego dobra.  Cierpienie jakiemu jestem pddany powoduje deficyt
szczęśliwości.  Z czasem będę więc zbierać radości i powodzenia.  Oczywiście
zanim się to uwidoczni może upłynąć kilka ładnych wcieleń.

Wniosek więc taki, że dla wiecznej sczęśliwości na najdłuższą metę nie
należy unikać cierpień ani dążyć do uciech.  Bo unikając cierpień zarabiamy
na nie, zaś podążając za uciechami wyczerpujemy należny nam ich zapas.

Jeśli generujemy pewien rodzaj energii i zasilamy nim wszechświat, wówczas
stajemy się podatni na odbiór energii na tej samej częstotliwości.  Dlatego
ten kto mieczem walczy, od miecza ginie.

I właśnie po to aby przełamać ów zaczarowany krąg karmicznych uwarunkowań
ktoś niesłychanie mądry nakłaniał nas kiedyś aby rzucać chlebem w tych, co
to rzucają w nas kamieniem.

AW

.


15 Maj 2006, 04:33
Aant


|    Ciekawi mnie Wasza opinia na ten temat.Czy istnieje coś takiego jak
| karma,kosmiczna siła,która decyduje o tym,czy nasze poczynania są
| dobre czy złe i obadarza nas tym co dalismy.

Jeżeli przyjmiemy za Nietzschem, że dobrem jest wszystko to, co
wzmacnia, to kryterium to staje się nieco bardziej obiektywne.  Widzimy
wtedy też prawidłowość -- słabe jednostki dążą do samounicestwienia
(albo wprost, albo, częściej, poprzez asymilację i utratę tożsamości).



Czy nie wydaje ci się, że powoływanie się na Nietzsche'go w tym kontekście jest
pewnym nadużyciem? Wiadomo bowiem, jak skończył ten filozof. Oczywiście, ja sam
zgadzam się z takim stwierdzeniem, że to, co nas nie zabije, nas wzmocni.Owszem
zgoda, tu zgoda.Bałbym się jednoznacznie kategoryzować ludzi na słabych i
mocnych. Chyba , że ty dzielisz ludzi na chamów gruboskórnych i ludzi wrażliwych.
Pozdrowienia
Aant
P.S.

Rousseau


15 Maj 2006, 09:36
Aant


| Bałbym się jednoznacznie kategoryzować ludzi na słabych i mocnych.

Oczywiście, nie zamierzam wrzucać każdego do jednej z dwóch

myślowy służący większej wyrazistości pewnej myśli: tej mianowicie, że
istotnie -- przy dostatecznie szerokiej perspektywie -- zło i słabość są
tym, co prowadzi do samounicestwienia.  Historia zna na to dostatecznie
dużo przykładów.  Jeżeli zaś kogoś kochamy, to chcemy przede wszystkim,
aby był.



Oczywiście, rozumiem, co chcesz powiedzieć.Jest tylko małe ale, otóż według mnie
jakkolwiek byśmy nie działali, zawsze jest ten sam skutek czyli śmierć,dla mnie
to jest koniec, i jest to pesymistyczny koniec człowieczy.No pewno, inny koniec
miał patriarcha Lew Dołstoj, który umarł w podeszłym wieku, w swoim łóżku,
otoczony uczniami i rodziną,inny koniec też ma pospolity bandzior w USA, który
trafia do komory gazowej. A może po prostu słabość mierzyć przeżytym
cierpieniem, ale wobec tego jak byś plasował w tym kontekście Jezusa Chrystusa,
więc i ten podział wydaje się mało trafiony. A może słabość mierzyć wielkością
lub brakiem pożytku dla bliźnich. O! Tu byłbym skłonny przyznać rację takiej miarze.
Pozdrowienia
Aant
P.S.

Rousseau


16 Maj 2006, 06:08
Elenya


Podobnie jest jeśli czynię powszechne dobro, być może kosztem własnego
indywidualnego dobra.  Cierpienie jakiemu jestem pddany powoduje deficyt
szczęśliwości.  Z czasem będę więc zbierać radości i powodzenia.  Oczywiście
zanim się to uwidoczni może upłynąć kilka ładnych wcieleń.

AW




najpełniejsza odpowiedź, jaką otrzymałam na zadane przeze mnie
pytanie.
  Chcociaż, co do jedenej kwestii mam wątpliwość,otóż wydaję mi
się,że uszczęśliwianie bliźnich,gdy sami jesteśmy niespełnieni i
zgorzkniali przynosi odwrotny skutek.Możemy oddawać "cząstki" nas,
rezygnować ze swych uciech na koszt innych,ale tylko wtedy gdy
jestesmy świadomi swoich poczynań i rozumiemy siebie.Gdy czynimy coś
dla bliźnich raniąc tym siebie pojawia się mechanizm sprzężen
zwrotnych i dość szybko unicestwiamy nasze-jakże
piękne-ideały,chęć działania, a czasem powoduje to,że zmieniamy
się.Zaczynają się próby buntu, zniechęcenie, czasem odrzucamy
wręcz myśl,która wyznaczała nam drogę.
  Wierzę w ludzi i wydaję mi się,że niekoniecznie musimy czekać
"kilka ładnych wcieleń" na pozytywną energię,którą wysłaliśmy
dalej.Czasem potrzeba lat, dziesięcioleci, a nie raz calego życia,ale
kochając ludzi nie czekamy na "zwrot"(zazwyczaj jedyną nadzieję
takich utopistów jest to,aby ludzie wokół pogodzili się za światem
i czuli się szczęśliwi) i właśnie w najmniej spodziewanych
momentach przytrafia się nam coś,co powoduje,że mamy boską wręcz
siłę do dalszego działania.
                                                               Elenya


16 Maj 2006, 21:15
AW






Podobnie jest jeśli czynię powszechne dobro, być może kosztem własnego
indywidualnego dobra.  Cierpienie jakiemu jestem pddany powoduje deficyt
szczęśliwości.  Z czasem będę więc zbierać radości i powodzenia.
Oczywiście
zanim się to uwidoczni może upłynąć kilka ładnych wcieleń.

AW




najpełniejsza odpowiedź, jaką otrzymałam na zadane przeze mnie
pytanie.

    Dzięki, miło mi.

  Chcociaż, co do jedenej kwestii mam wątpliwość,otóż wydaję mi
się,że uszczęśliwianie bliźnich,gdy sami jesteśmy niespełnieni i
zgorzkniali przynosi odwrotny skutek.

    Pewnie, z pustego nie nalejesz.

Możemy oddawać "cząstki" nas,
rezygnować ze swych uciech na koszt innych,ale tylko wtedy gdy
jestesmy świadomi swoich poczynań i rozumiemy siebie.Gdy czynimy coś
dla bliźnich raniąc tym siebie pojawia się mechanizm sprzężen
zwrotnych i dość szybko unicestwiamy nasze-jakże
piękne-ideały,chęć działania, a czasem powoduje to,że zmieniamy
się.Zaczynają się próby buntu, zniechęcenie, czasem odrzucamy
wręcz myśl,która wyznaczała nam drogę.

    Nic nie może być wymuszone ani wydumane.  Albo jest albo nie ma.
    Jeśli ochota jest autentyczna i płynie od wewnątrz to proszę bardzo.
    Rób co chcesz, ale niczego się w zamian nie spodziewaj.  Tylko
    wówczas ma to sens.

  Wierzę w ludzi i wydaję mi się,że niekoniecznie musimy czekać
"kilka ładnych wcieleń" na pozytywną energię,którą wysłaliśmy
dalej.Czasem potrzeba lat, dziesięcioleci, a nie raz calego życia,ale
kochając ludzi nie czekamy na "zwrot"(zazwyczaj jedyną nadzieję
takich utopistów jest to,aby ludzie wokół pogodzili się za światem
i czuli się szczęśliwi) i właśnie w najmniej spodziewanych
momentach przytrafia się nam coś,co powoduje,że mamy boską wręcz
siłę do dalszego działania.
                                                               Elenya

    :-)

    AW

    .


17 Maj 2006, 09:18
Nazgul

"Każdy człowiek w wieku kilku lat poznaje dobro i zło."

Naprawdę? Ja mam trochę więcej niż kilka lat, ale zupełnie nie jestem w
stanie odróżnić dobra od zła. Wydają mi się absolutnie względne.

"Większość z nas chce być "w porządku"wobec świata i ludzi,a więc próbuje
tak
zmienić opinię otoczenia, aby nawet najnikczemniejsze uczynki
pojmowane były jako właściwe,dobre i wytłumaczalne."

Takie zachowanie świadczy o słabości. Jeżeli nie jest wymuszone przez
okoliczności jest świadectwem słabości charakteru. Człowiek powinien być
poza dobrem i złem.

   Ciekawi mnie Wasza opinia na ten temat.Czy istnieje coś takiego jak
karma,kosmiczna siła,która decyduje o tym,czy nasze poczynania są
dobre czy złe i obadarza nas tym co dalismy.Czy istnieje "prawo
odpłaty", sumienie lub "boska sprawiedliwość.Długofalowe
działanie,poparte wiarą i zaangazowaniem zazwyczaj przynosi owoce,a
nasze postępowanie czy i dziś może przynieść nam
zadośćuczynienie?

Taka siła nie może istnieć, bo nie ma żadnych uniwersalnych kryteriów oceny
uczynków.

Pozdrawiam.Elenya


21 Maj 2006, 04:38
smelig

 Â                                    Witam Wszystkich!:)

 Â     Ostatnio znów powróciłam do wiary w ludzi.Zastanawiam się nad
tym,czy naiwna wiara w ludzi ma jakieś logiczne podstawy.Teoretycznie
rzecz biorąc dając dobro powinniśmy zmieniać nasz świat na lepsze,
tworzyć wokół siebie podatmosferę wyjątkowości i altruizmu.Tylko
od nas zależy to jak jesteśmy pojmowani.Niestety moje (i nie tylko
moje doświadczenia) pokazują,że bezpieczniej jest brać niż
dawać,psuć nie naprawiać.Ileż to razy dając ludziom dobro
otrzymujemy podziękowania w postaci niewdzięczności, łajdactwa,
zła.
 Â  Każdy człowiek w wieku kilku lat poznaje dobro i zło.Pojęcie od
zawsze subiektywne,zazwyczaj jest nam przekazywane w domu to,co
powinniśni cenić a co potępiać.kontynuując, każdy z nas ma mniej
czy bardziej uporządkowany system wartości,rozróżnia więc swoje
czyny na złe i dobre.Nie wierzę w to,że ludzie są źli.Zapewne
wynika to z tego,że jeszcze nie mam za soba kilkudziesięcioletniego
doświadczenia,ale wciąż dziwi mnie to,jak łatwo ludzie potrafią
znaleźć usprawiedliwienie dla swoich słabości.Większość z nas
chce być "w porządku"wobec świata i ludzi,a więc próbuje tak
zmienić opinię otoczenia, aby nawet najnikczemniejsze uczynki
pojmowane były jako właściwe,dobre i wytłumaczalne.
 Â  Ciekawi mnie Wasza opinia na ten temat.Czy istnieje coś takiego jak
karma,kosmiczna siła,która decyduje o tym,czy nasze poczynania są
dobre czy złe i obadarza nas tym co dalismy.Czy istnieje "prawo
odpłaty", sumienie lub "boska sprawiedliwość.Długofalowe
działanie,poparte wiarą i zaangazowaniem zazwyczaj przynosi owoce,a
nasze postępowanie czy i dziś może przynieść nam
zadośćuczynienie?

Pozdrawiam.Elenya



A ja mam ochotę być oryginalny i stawiam tezę, że nikt niczego nie daje za
darmo, tudzież nie darowuje dobra innym bezinteresownie, pod warunkiem
oczywiście, że jest to działanie świadome. Miłości nie bierzemy pod uwagę jako,
że ma symptomy działania nieświadomego.
Koronny przykład to jałmużna, kiedy to wydaje nam się, że czynimy czyste dobro
innemu nie dostając nic w zamian.
Ale tak nie jest. Często zyskujemy wówczas więcej niż ten żebrak. Za głupią
złotówkę czy dwie mamy lepsze samopoczucie, uspokojone sumienie, czujemy się
lepsi niż jesteśmy w istocie itd.
Ciekaw jestem, czy ktoś jest odmiennego zdania i proszę o ewentualne przykłady
zachowania ludzkiego,które by temu przeczyły.

smelig

http://www.smelig.republika.pl


21 Maj 2006, 05:53
sme...@op.pl

 Â                                    Witam Wszystkich!:)

 Â     Ostatnio znów powróciłam do wiary w ludzi.Zastanawiam się nad
tym,czy naiwna wiara w ludzi ma jakieś logiczne podstawy.Teoretycznie
rzecz biorąc dając dobro powinniśmy zmieniać nasz świat na lepsze,
tworzyć wokół siebie podatmosferę wyjątkowości i altruizmu.Tylko
od nas zależy to jak jesteśmy pojmowani.Niestety moje (i nie tylko
moje doświadczenia) pokazują,że bezpieczniej jest brać niż
dawać,psuć nie naprawiać.Ileż to razy dając ludziom dobro
otrzymujemy podziękowania w postaci niewdzięczności, łajdactwa,
zła.
 Â  Każdy człowiek w wieku kilku lat poznaje dobro i zło.Pojęcie od
zawsze subiektywne,zazwyczaj jest nam przekazywane w domu to,co
powinniśni cenić a co potępiać.kontynuując, każdy z nas ma mniej
czy bardziej uporządkowany system wartości,rozróżnia więc swoje
czyny na złe i dobre.Nie wierzę w to,że ludzie są źli.Zapewne
wynika to z tego,że jeszcze nie mam za soba kilkudziesięcioletniego
doświadczenia,ale wciąż dziwi mnie to,jak łatwo ludzie potrafią
znaleźć usprawiedliwienie dla swoich słabości.Większość z nas
chce być "w porządku"wobec świata i ludzi,a więc próbuje tak
zmienić opinię otoczenia, aby nawet najnikczemniejsze uczynki
pojmowane były jako właściwe,dobre i wytłumaczalne.
 Â  Ciekawi mnie Wasza opinia na ten temat.Czy istnieje coś takiego jak
karma,kosmiczna siła,która decyduje o tym,czy nasze poczynania są
dobre czy złe i obadarza nas tym co dalismy.Czy istnieje "prawo
odpłaty", sumienie lub "boska sprawiedliwość.Długofalowe
działanie,poparte wiarą i zaangazowaniem zazwyczaj przynosi owoce,a
nasze postępowanie czy i dziś może przynieść nam
zadośćuczynienie?

Pozdrawiam.Elenya



Wyobraźmy sobie dwie planety. Jedna z nich to prawdziwy raj, panuje tam
powszechne dobro, wszyscy są szczęśliwi, uczynni i uczciwi. Załóżmy zatem, że
nikt tam nikomu nic nie kradnie.
Na drugiej planecie panują prawa Natury, które w przybliżeniu można by
określić: Kradnij i nie daj się okraść.
I oto nagle stała się rzecz straszna. Na pierwszą planetę przybyło kilku
mieszkańców z planety drugiej i zaczęło zachowywać się według własnych praw.
Kradli co popadło i komu popadło. Bardzo to zakłóciło spokój tamtych
mieszkańców, którym nawet do głowy dotąd nie przychodziło, że tak można.
Okazali się nieodporni na coś takiego. Aby nie dać się zniszczyć, zaczęli
zachowywać się jak przybysze.
W ramach wymiany wysłali za to kilku swoich mieszkańców, aby tamtych nauczyć
swoich praw.I co się stało?
A nic się nie stało. Prawa naturalne okazały się bardzo stabilne. Kilku
uczciwych przybyszów nie było w stanie ich zakłócić.
Czy moja opowiastka jest prawdopodobna? A jeśli tak, to co jest bardziej
zaraźliwe? Dobro czy zło?

Pozdrawiam smelig

http://www.smelig.republika.pl


21 Maj 2006, 06:40
ksRobak


 - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - :mirror:
pl.sci.filozofia

Wyobraźmy sobie dwie planety. Jedna z nich to prawdziwy raj, panuje tam
powszechne dobro, wszyscy są szczęśliwi, uczynni i uczciwi. Załóżmy
zatem, że nikt tam nikomu nic nie kradnie.
Na drugiej planecie panują prawa Natury, które w przybliżeniu można by
określić: Kradnij i nie daj się okraść.
I oto nagle stała się rzecz straszna. Na pierwszą planetę przybyło kilku
mieszkańców z planety drugiej i zaczęło zachowywać się według własnych
praw.
Kradli co popadło i komu popadło. Bardzo to zakłóciło spokój tamtych
mieszkańców, którym nawet do głowy dotąd nie przychodziło, że tak
można. Okazali się nieodporni na coś takiego. Aby nie dać się zniszczyć,
zaczęli zachowywać się jak przybysze.
W ramach wymiany wysłali za to kilku swoich mieszkańców, aby tamtych
nauczyć swoich praw.I co się stało?
A nic się nie stało. Prawa naturalne okazały się bardzo stabilne. Kilku
uczciwych przybyszów nie było w stanie ich zakłócić.
Czy moja opowiastka jest prawdopodobna? A jeśli tak, to co jest bardziej
zaraźliwe? Dobro czy zło?

Pozdrawiam smelig

http://www.smelig.republika.pl



AW, teraz możesz mi już ubliżać ile chcesz, każdy wie, że twój ojciec był prawnikiem miernotą, która nie wiedziała, że Deklaracja Niepodległości oraz Konstytucja USA są oparte na ideach Locke'a, czyli ideach filozofii analitycznej
mężczyzna kreatorem świata, kobieta kreatorem mężczyzny - czyli dlaczego żony nie dają
"Synchroniczność Junga" czyli o skasowaniu Wikipedii [Było:Ostracyzm/na psp/ Było:"Synchronicity"]
KF = Kolumnada Filozofow, czyli ... czy Mahatma Gandhi byl komuchem tylko dlatego, ze wg AW wszyscy ludzie, ktorzy maja mozg to marksisci-leninisci?
Najogolniejsza teoria rzeczywistosci, odpowiadajaca dawnym filozoficznym ontologiom formalnym, jest logika i teoria mnogosci, czyli Co to jest przyjemnosc?
HISTORIA FILOZOFII (małymi literkami: czyli historia głupoty)
Do Krowy - Cztery watki w jednym miejscu zebrane, czyli jak zbudowac bombe i nie zwariowac
  • zarysowanie i niska wycena pzu foto
  • transmisja mB6
  • marcin wojciechowski 9
  • milujcie;sie;gazeta;katolicka
  • polowanie na lisa radiostacja
  • co myslicie o telewizji nowej generacji n
  • karta drogowa pojazdu
  • commercial;faith;tour;31;10;10;11
  • kominki obudowa budowa
  • Zestaw tematów z for internetowych , Index